Projekt KZO wita na swoim portalu informacyjno – kulturalnym, którego konwencja być może nieco wykracza poza zwyczajowe funkcjonowanie tego typu instytucji. Powody , dla których ma to miejsce, postaramy się wyjaśnić poniżej.

Magazyn Literacki KZO, czyli Korespondencja z ojcem ukazuje się od pięciu lat, to wypada podzielić się z Państwem pewną treścią, jaka przyczyniła się do jego powstania, jak również tą, która w linii czasu nabrzmiała doświadczeniem. Mam nadzieję, że nie zrobi się patetycznie i jedynie słowa moje wyjaśnią bieg rzeczy, a sens niejaki tego, co robimy, ujrzy jaskrawsze światło.

Na początku przypomnę, z powracającym zniecierpliwieniem, że „ojciec”, ten z korespondencji, nie ma nic wspólnego z potocznym funkcjonowaniem tego słowa. Jako miłośnicy słowa pisanego, z którym obcowanie szkicuje wyobraźnię, użyliśmy „ojca” jako figury literackiej, ilustrującej wnętrze człowieka. Każdy, gdy wstaje rano, ma pewien zamysł na kolejny dzień, i ma to strukturę mniej lub bardziej przemyślaną, coś na kształt energii wpycha nas w dynamikę życia i właśnie tę siłę napędową opisaliśmy jako „ojca”. Każdy ma takiego „ojca” jakiego chce w sobie mieć i to jego sprawa, co ze sobą czyni. Zatem KZO wpina w czytelnika słuszną tezę, że świadome życie, czyni nas odpowiedzialnymi za nasze wybory a słowo ma szanse obdarzyć czytelnika narzędziami, które ułatwią właściwe poruszanie się we własnym środowisku wewnętrznym.

Jakby nie było, to jesteśmy idealistami i wybraliśmy literaturę do tego, by manifestować pokłady twórczej energii. Każdy z nas jest indywidualistą gotowym wbić zęby w szyję każdego, kto naruszy jego terytorium bez zaproszenia. Jednocześnie w sposób bezkolizyjny i czasami nieco chaotyczny, tworzymy model społeczny, który wprzęgnięty do działania, jest w stanie przetrwać trudne chwile, a tych, wierzcie mi nie brakuje. Przede wszystkim każdy z nas jest uwikłany w balast codzienności wraz z całym jej inwentarzem, więc nie brakuje nakazów komorniczych, zaległości podatkowych, oblanych egzaminów, złamanych serc, rozczarowań, nieprzespanych nocy, stłuczek samochodowych, zmartwień estetycznych, bo niektórzy się starzeją, inni natomiast tyją, dolegliwości chorobowych i kłótni. Brniemy w teraźniejszość z wiarą, której pochodzenia na próżno poszukiwać, tak po prostu jest.

Wszyscy pracujemy charytatywnie. Działamy, pomimo że niejednokrotnie każdy z nas wolałby robić coś innego, choćby nie robić nic, a to poleżeć, albo pójść gdzieś między ludzi, może poszukać intratnego zajęcia, jakiejś sławy nawet. Każdy numer KZO jest przypomnieniem, że oto kolejny raz dokładamy niemałe kwoty do jego wydania. Rzekłbym nawet, że ocierające się o stwierdzenie „wyrzucone w błoto”. Tak czasami myślimy.

Skąd taki pomysł, żeby w literaturze poszukiwać siły. Może dlatego, że jest apolityczna, pozainstytucjonalna, niezależna, rozległa w swoich możliwościach, cicha w swojej mądrości a każdemu, kto nad nią się pochyla, przynosi w darze to, czego najbardziej potrzebuje. Jest głosem tych, co już odeszli, ich wołaniem, przestrogą i zachętą do tego, by się nie poddawać.

Niektórzy odbierają nasze działania podejrzliwie. Myślą niekiedy, po co oni to robią, bo przecież nie z potrzeby serca, pewnie ktoś płaci im dobre kwoty, za te wygłupy. Nikt nam nie płaci, a samych pomysłów nam nie brakuje. Powołaliśmy Ministerstwo Literatury przy Spółdzielni Literackiej w Sopocie /to jedna z naszych siedzib, obok Kawiarni Józef K i redakcji na Skłodowskiej/, wyposażyliśmy ministerstwo w czarną Wołgę, a potem jeszcze wyszperaliśmy starą Nysę i Fiata 125p, po to, by organ Milicji Literackiej, nabrał wizualnych, materialnych wymiarów. Organizujemy liczne warsztaty literackie, konkursy wszelkich dziedzin, wykłady, debaty i dyskusje, projekcje filmów fabularnych i dokumentalnych, spotkania z literatami, obchody urodzin największych pisarzy, kręcimy materiały filmowe i nieźle się przy tym bawimy. Ostatnio powołaliśmy Zjednoczenie Czytelnicze, nieformalną grupę, która umawia się w wybranych przestrzeniach, by czytać po cichu przez pół godziny. I nie chodzi na o to, żeby sobie poczytać, bo wiadomo, iż warunki nie bywają najlepsze, szczególnie te związane z pogodą, ale po to, by wywołać u przypadkowego obserwatora poczucie refleksji na temat stanu swojego umysłu. Przecież to książki czynią umysł wielkim a słowo napędza serca do działania.

Staramy się łączyć zjawisko „czytania” z działaniami promującymi, a wśród nich oprócz rzetelnej, literackiej działalności, stosujemy taktykę, w której nie brakuje zabawy, groteski, celowych prowokacji, a wszystko po to by, zaszczepić myśl, iż literatura to nie tylko smutny pan, okulary, przygarbiona sylwetka, mało atrakcyjna czynność, nudni pisarze z liceum, ale przede wszystkim ekspresja zewnętrzna, siła ludzi energetycznych, młodych, starych, otwartych i nieprzeciętnych. Krótko mówiąc, chcemy aby czytanie było modne.

Powracając do samego portalu, to jak mogą się Państwo przekonać, używamy środków od abstrakcji do konkretu, po to, by zaprzyjaźnić się z każdym człowiekiem i zainspirować go do wejścia w świat literackiej wyobraźni.

Dziękujemy wszystkim czytelnikom za wierność, o ile takowi są, rozczarowanych przepraszamy za literacką awangardę, obrażonych prosimy o wyrozumiałość, a tych, którzy widzą nas wrogo całujemy w czoło.

A tak w ogóle to pozdrawiamy i wszystkiego dobrego.

Redakcja KZO