ŚWIAT ZA OKNEM W DWÓCH CZĘŚCIACH - z drugiej strony okna

Dobrze jest żyć w sobie, bo istnienie w naszych jednostkowych światach, to najlepsza rzecz jak mogła się nam przydarzyć. To obowiązek i przyjemność, ta codzienna pielęgnacja, dbałość, rozwój i inwestowanie w siebie. Problem powstaje, gdy nie za bardzo rozumiemy jak działa giełda, w której obrotach znalazło się nasze życie. Wielkie rzeczy, najpiękniejsze doznania i poczucie czystości, płynie z duchowej obróbki, z wielkiej wyprawy do swojego serca, idziemy po jego bezdrożach i rozglądamy się po linii krajobrazu, czasami przyspieszamy, chcąc ominąć zaciemnione korytarze, plątaninę ich magistrali, dobrze wiemy, że to nierozsądne pomieszczenie na schronisko, czasami znużeni opadamy z sił, upadamy przygniecieni wiedzą i balastem przeszłości, kamieniami, których nie potrafimy odrzucić, a szkoda, bo są tylko obciążeniem i hamują naszą drogę, kamienie i głazy, monumenty naszych pomyłek, złych wyborów, grzechy ludzkiej, nędznej powłoki. Nie ma co się wstydzić, albo pewnie i jest czym, lecz gorszym błędem jest trwanie w głupocie i upadku, niż sam czyn. I tak mijają długie chwile, niecierpliwe i samotne. Jeżeli w końcu napotkamy  w sobie wielką górę, będzie to widzialny znak kresu naszej drogi. Oto rozpoczyna się misja. Szczyt naszych pragnień razi ogromem, jednak przyciąga mistyką przyszłych doznań.

Z tej podróży tułaczki przynosimy wiedzę o sobie i dopiero wtedy wchodzimy w sens pojedynczego dnia. A kontekst obecności drugiego człowieka w szczelnie przylegającej do nas rzeczywistości, odbija teraźniejszą prawdę o stanie naszej duszy. W taki o to prozaiczny sposób ocieramy się o magiczne treści, jakie płyną ze zwyczajnych gestów, z właściwej reakcji na współegzystencję drugiego człowieka, z postawy szacunku dla jego autonomii i wolności, ze zdecydowanej odpowiedzi na jego prośbę o pomoc. W lustrze swoich czynów widzimy prawdę o sobie i z tej prawdy czerpiemy siłę do wspinaczki na koronę naszej góry.

Ponieważ świat jest naszym dziełem, ponieważ każdy z nas jest swoim własnym dziełem, to niestety w naszej niepowtarzalnej, człowieczej godności, musimy wykazać radykalną postawę do wędrówki, do przemiany, do znalezienia własnej góry i w końcu do zmiany naszego świata na lepszy.

Można sobie wyobrazić, że pewnego dnia wszystkie nasze światy się połączą. Scalą się wewnętrzne ziemie, połączą się ludzkie kontynenty, starannie wypielęgnowane, obsadzone wielobarwnym ogrodem, zabudowane monumentalnymi zamkami, pełne dobrych uczynków, które dają nam energię i radość z siebie samego. To wszystko pewnego dnia się łączy i czyni nas współuczestnikami i współtwórcami nowej rzeczywistości, nowego wymiaru, gdzie panują reguły zgodne z tym, co wcześniej wprowadziliśmy do swoich krain. Bo przecież trzeba być głupkiem, żeby samemu sobie fundować nienawiść, aby traktować siebie z pogardą i lekceważeniem, trzeba być ignorantem, aby tolerować w sobie słabości, które zabijają naszego ducha, trzeba nie mieć wyobraźni, aby nie potrafić uwierzyć w to, że pewnego dnia stanie się to, co nazywamy śmiercią. Wtedy na porządki będzie zdecydowanie za późno i jedyne co nam pozostanie to liczyć na miłosierdzie, albo zaakceptować swój samotny, wieczny byt w swojej zaśmieconej krainie. W takim właśnie świecie można mieć pretensje tylko do siebie, za to co się uczyniło, bądź czego się nie zrobiło.

W naszym świecie nie brakuje też trudności, nieprzewidzianych sztormów i wiatrów, które atakują nas nagle i z niepojętą dla nas wściekłością. To siły duchowej natury dają nam znać o sobie. Wtedy trzeba szukać chwilowego schronienia i prosić o pomoc sąsiednią krainę. Razem łatwiej jest przetrwać.

Często żałuję, że nie potrafimy do prostego przekazu dołączyć świetlistego pioruna, który bezproblemowo kruszył by wewnętrzne pomniki, które wielu osobnikom nie pozwalają zrozumieć zwykłych komunikatów. Człowiek, który z piedestału swojej wielkości słucha zmysłem, dość ciężko pojmuje prostotę życia i tym samym skutecznie odgradza się od mądrości. Nic tylko go w łeb walnąć. /au/