WYŁĄCZ TELEWIZOR - włącz siebie

W telewizji ciągle trwa liturgia. W trakcie jej trwania, prezenter niczym starożytny kapłan, dekoruje nasze umysły inscenizacją świata. Padają liczby, dane statystyczne, odsetki, promile, sondażowe perspektywy, wszystkie te cyfry lukrują przedstawianą rzeczywistość. Parawan danych skutecznie przysłania prawdziwy obraz świata, zniekształca go do figury liczbowej, i jak zaczarowany ołówek, kreśli mądrość według tego, czego większość oczekuje. Kto da więcej, co podniesienie wskaźnik, jak się ubrać, kiedy i co powiedzieć, jak pozlepiać strzępki, kto komu poda rękę, jak zadać pytanie i o której porze dnia, jak się podlizać skuteczniej, nie ważne, komu, ważne by rosło, można nawet pokazać tyłek. Zastanawiam się nad fenomenem tego zjawiska, chociaż tak naprawdę odpowiedź jest tuż pod ręką. To wszystko będzie trwało tak długo, jak długo istniał będzie świat głupiego człowieka. Pielęgnacja naiwności i głupoty jest najmniej kosztownym zajęciem, wystarczy nic nie robić. Nie trzeba się wysilać, zadawać sobie pytań, budować warstwy refleksyjnej, uganiać się za próbą uchwycenia rzeczywistości w coraz doskonalszy sposób, nie ma potrzeby się zmieniać. A po to, by nie poczuć się samotnym w swoich przekonaniach, wystarczy włączyć telewizor i podczepić się do świata masowej wyobraźni, do jego tekturowej, teatralnej atrapy.

A tak w ogóle, to żeby oglądać telewizję, to trzeba być chyba bardzo nudnym człowiekiem i nie mieć w sobie wystarczająco interesującego świata dla siebie. /au/