PONIEDZIAŁKOWE ROZMYŚLANIE - niewierny Tomasz

Była sobota, wieczór nikły w oczekiwaniach jak plaster sera z supermarketu. Sobota jak to sobota, najpierw działanie zwyczajowe, jakieś telefony niespieszne, sprawy uległe w temacie, przegadane i rozjaśniane słowami, przegryzane chlebem i kiełbasą, potem książka, wodzenie wzrokiem za łańcuchem myśli, i tak wieczór zaciągnął się mrokiem niespodziewanie, czas się zatrzymał i napęczniał bezruchem. Leżałem w redakcji na kanapie. Jakiś zmęczony, przygnieciony treścią niedoskonałego świata. Cóż, myślę sobie, zobaczymy, co to jest teraz telewizja. Telewizor co prawda nieduży, ale w pełnym kolorze i w dostępie do kanałów wszelkich. Tu od razu zdradzę, że nie oglądam telewizji poza walkami bokserskimi Adamka i zmaganiami Kubicy, których już nie doświadczę z wiadomych względów. I tak oto dzięki dwóm przyciskom zostałem wepchnięty w dynamiczny świat, do którego zasiadłem z oczami wybałuszonymi jak u starego indyka, świat przyrządzany na bieżąco lub preparowany na wynos. Wlazłem w niego w sobotniej lekkości i już po pięciu minutach czułem, że ciężka kawaleria przedarła się galopem przez okopy mojej wyobraźni i poniosła mnie daleko, daleko, hen, aż za las, za rzekę wątła i świetlistą słońcem, porwała mnie w całości, zdążyłem tylko gębę rozdziawić i tak mi już zostało. Wir doznań zakręcił moje zmysły, oddech przyspieszył rytmem jak lokomotywa, i tak leżąc na kanapie, porzucony i rozdarty w róży wiatrów, poznałem co to głupota. I powiem wam szczerze, nie wierzę, że to jest możliwe. Nie dam rady uwierzyć w to, że człowiek, aż tak bardzo stał się tępym, rozkosznie naiwnym, emocjonalnie spłyconym, małym, biologicznie zasilanym elementem codzienności. Nie da rady. Gadajcie co chcecie, ale ja i tak nie wierzę.

Koniec. Sobota rozplata noc jak granat ciemną. Telewizor prostokątem stoi, też czarnym i nieobecnym. Zamknął już przede mną swój dobrobyt. Patrzę na niego ukradkiem, coś tam się uśmiecham, zagajam gestem i milczę, ponieważ boję się, że przemówi i wtedy nie będzie wyjścia, będę musiał uwierzyć, że gdzieś tam daleko, hen, w rozległych rejonach przestrzeni zasiadają ludzie, których organizmy podejmują aktywną współpracę z karykaturalnym światem pajaca. /au/